Krupa znów był poza zasięgiem. Prządki przyniosły trzy tytuły w jednym weekendzie

Krupa znów był poza zasięgiem. Prządki przyniosły trzy tytuły w jednym weekendzie

Na trasie Korczyna–Czarnorzeki znów nie było miejsca na przypadek. Karol Krupa w Skodzie Fabii Ct wygrał oba niedzielne podjazdy i potwierdził, że na Prządkach trudno go zepchnąć z czoła stawki. W tle rozgrywała się rywalizacja, która przyciągnęła 117 zawodników i połączyła kilka mistrzostw w jednym, gęstym od emocji weekendzie.

  • Na Prządkach zebrała się stawka, jakiej na górskiej trasie nie widuje się często
  • Czeskie samochody historyczne znów nie dały rywalom szans
  • Krupa i Stec przecięli niedzielę w ciasnym uścisku sekund

Na Prządkach zebrała się stawka, jakiej na górskiej trasie nie widuje się często

W tegorocznej odsłonie Wyścigu Górskiego Prządki na starcie stanęło 117 kierowców, a to oznaczało tłok rzadko spotykany nawet w górskich wyścigach. Na trasie pojawili się zawodnicy rywalizujący w pięciu cyklach, więc obok polskiej czołówki można było zobaczyć także bardzo mocną reprezentację z zagranicy.

Lista serii była długa i pokazywała skalę wydarzenia:

– FIA European Historic Hill Climb Championship
– Górskie Samochodowe Mistrzostwa Polski
– Międzynarodowe Mistrzostwa Słowacji
– FIA CEZ
– FIA CEZ Historic

To właśnie ten przekrój sprawił, że każdy przejazd miał znaczenie nie tylko dla jednej klasyfikacji, lecz dla kilku równoległych rywalizacji. Na takiej trasie najmniejszy błąd kosztuje więcej niż tylko kilka dziesiątych sekundy.

Czeskie samochody historyczne znów nie dały rywalom szans

W historycznych cyklach dominacja należała do Czecha Josefa Cermáka startującego w Oselli PA20/S. Kierowca był najszybszy w obu przejazdach treningowych, choć w trzecim sprawdzianie musiał uznać wyższość Marcina Przybyszewskiego w Hondzie Integrze Type R. To był jednak tylko sygnał ostrzegawczy przed właściwą częścią rywalizacji.

Podczas zawodów Cermák odzyskał pełną kontrolę nad tempem. W obu podjazdach wyścigowych pojechał najszybciej i sięgnął po zwycięstwo zarówno w FIA European Historic Hill Climb Championship, jak i FIA CEZ Historic. Za jego plecami trwała zacięta walka o drugie miejsce.

Przybyszewski ukończył rywalizację z przewagą nieco ponad 10 sekund nad Reinhardem Sonnleitnerem, który wystartował Volkswagenem Golfem Rallye G60. Austriak dwukrotnie meldował się na drugiej pozycji w poszczególnych przejazdach, ale ostatecznie to polski kierowca utrzymał nad nim bezpieczny dystans. W historii zawodów taki pojedynek mówi wiele: nie tylko o szybkości, ale też o odporności na presję, gdy każdy zakręt może odwrócić układ sił.

Krupa i Stec przecięli niedzielę w ciasnym uścisku sekund

Najbardziej elektryzująca dla kibiców była jednak walka w pozostałych trzech cyklach. Tam pierwsze skrzypce grał Karol Krupa, który w Skodzie Fabii Ct wcześniej budował przewagę, ale w niedzielę musiał już pilnować każdego ruchu. Na przeszkodzie stanął mu Sebastian Stec, aktualny mistrz Polski, który w niedzielnym treningu okazał się najszybszy.

W pierwszym podjeździe wyścigowym Krupa wrócił na czoło, lecz jego przewaga była minimalna – wynosiła tylko 1,2 sekundy. Przy tak krótkim marginesie jeden lepszy łuk, jeden pewniejszy hamulec albo odważniejsze wejście w zakręt mogły przesądzić o wyniku całych zawodów.

W decydującym przejeździe Stec poprawił swój czas o ponad sekundę. Krupa odpowiedział jednak równie skutecznie i również urwał coś z własnego rezultatu, utrzymując prowadzenie do końca. Dzięki temu wygrał drugi niedzielny podjazd i całe zawody, a wraz z nimi zapisał na swoim koncie triumf w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski, FIA CEZ oraz Międzynarodowych Mistrzostwach Słowacji.

Podium uzupełnił Szymon Piękoś w Mitsubishi Lancerze Evo 8. Cała trójka wyjechała z Prządek z pucharami, ale przede wszystkim z wynikiem, który dobrze pokazuje, jak ciasna i wymagająca była ta rywalizacja od pierwszego do ostatniego przejazdu.

na podstawie: UM Krosno.